Fart

27 lipca 2011 r. trafił do EKOSTRAŻY jeż z wrocławskich Kuźnik. Leżał przy drodze przez 2 dni i nie zainteresował się nim kompletnie nikt. Podobno wyglądał jak martwy. W rzeczywistości był prawie martwy. Jeż miał znaczną hipotermię, był odwodniony i niedożywiony. Na grzbiecie miał kilka ran, w których rezydowało mnóstwo larw much. Larwy w zasadzie swobodnie czuły się na calym ciele jeża: zlokalizowano je także w odbycie i w uszkach zwierzaka. Skóra i kolce jeża pokryte były jajami much, z których na bieżąco wylęgały się stadia larwalne. Jeż był "sparaliżowany", leżał na boku i nie był zdolny do wykonywania jakichkolwiek ruchów. Został dostarczony do nas z ogórkiem, który ktoś podarował mu do zjedzenia.
 
  
  
  
 
Po kilku tygodniach intensywnej opieki weterynaryjnej i pielęgnacyjnej oraz sztucznego karmienia, jeż doszedł do siebie. Rany zostały wyleczone, jeż zaczął samodzielnie i bardzo instensywnie jeść oraz chodzić. Już w połowie sierpnia trafił na wolność jako całkowicie wyleczony i zdolny do samodzielnego życia jeż. Udało mu się uniknąć pewnej i drastycznej śmierci (dosłownie "pożarcia przez robale"), stąd też musiał zostać nazwany FARTEM.
 
  
 
 
FART po udzieleniu pomocy weterynaryjnej przez EKOSTRAŻ, tuż przed wypuszczeniem na wolność:
 
 
Domek bytowy dostał w prezencie na nowe dobre życie: